Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 6 marca 2016

Opowiadanie

Właściwie nie mam jeszcze nazwy do mojego opowiadania więc będę je po prostu nazywała "Opowiadanie".
Nie umiałam napisać prologu więc go nie będzie
Miłego czytania

Rozdział 1

Obudziłam sie dzisiaj, jak na mnie dosyć wcześnie.
Bo jak w wakacje wstaje się przynajmniej o 10 to 7:41 i 21 sekund to bardzo wcześnie. Taa...
Czekajcie... jaka godzina!!!??
Kurde! Jest tak późno! Ja na ósmą idę do szkoły!
Zerwałam się szybko z łóżka.
Przecież dzisiaj jest rozpoczęcie roku szkolnego! I ja tam nikogo nie znam! I muszę być NIE spóźniona. Przecież muszę mieć dobrą reputację w tej szkole!
Jęknęłam zrozpaczona.
... A moje rodzeństwo?
Zamiast się ubierać zajrzałam do pokoju obok.
One śpią! Naprawdę chcą się spóźnić do szkoły? Zresztą, olać to! One idą do tej samej szkoly, a ja do pierwszej liceum!
- Wstaaawaać lenie!!! Szkoołaa! - zawołałam i uciekłam do swojego pokoju, z przeświadczeniem, że dzisiejszy dzień jednak nie bedzie stracony.
 Szybko założyłam galówkę naszykowaną poprzedniego dnia. I poszłam do łazienki.
Tylko ja i moja rodzina jesteśmy tak "mądrzy'' by nie ustawić alarmu na następny dzień chociaż cały czas o tym myśleliśmy.
- Ej, Nat pośpiesz się! - usłyszałam krzyk mojej siostry.
- Właśnie to robię, ale ty i tak nie zdążysz do szkoły.
 Weź się zamknij! - zawołała w odpowiedzi i usiadła pod drzwiami, co nie było najlepszym pomysłem, bo kiedy je otwierałam popchnęłam ją na ścianę (specjalnie).
Teraz pozostawało mi tylko wzięcie torebki.
Spojrzałam na zegarek; 7:51.
Czyli w 10 minut byłam gotowa. Bardzo dobry czas jak na mnie, ale nie najlepszy, bo kiedyś w trzy minuty uszykowałam się na imprezę. Wybiegając z domu wzięłam jeszcze słuchawki i komórkę. Bez nich nigdzie się nie ruszam.
Ledwo zdążyłam na autobus, znaczy się gdybym nie była najlepsza z klasy w biegach to bym nie zdążyła. I ten kierowca jeszcze prawie mnie przytrzasnął tymi cholernymi drzwiami.
Zajrzałam do torebki w poszukiwaniu sieciówki.
- Cholera - wyrwało mi się.
Po prostu świetnie spóźnie się do szkoły i jeszcze jadę na gapę. Chociaż... przecież stoję przy biletomacie... Ale nie, nie kupię biletu, bo mi jeszcze nie starczy pieniędzy na inne rzeczy. Co z tego że bilet jest bardzo tani, a kara za nie posiadanie go bardzo duża.
Wyjęłam słuchawki. Przynajmniej posłucham muzyki i może się uspokoje.
  Nagle, przy (kolejnym) ostrym hamowaniu autobusu wpadł na mnie chłopak. Był nawet przystojny, znaczy się bardzo przystojny. Miał jasne włosy i błękitne oczy. Tylko trochę wyższy ode mnie i był mniej więcej w moim wieku.
- Przepraszam, nie chciałem - odrzekł zakłopotany.
- Spoko, nic się nie stało - odpowiedziałam z (lekkim) uśmiechem.
Tak nic oprócz tego że mnie teraz bardzo biodro boli i głowa bo walnęłam się w ten cholerny biletomat. Ale oprócz tego wszystko okej.
Ale po co to jemu mówić?
Uspokojony odwrócił się.

Jeszcze tylko jeden przystanek.

Szybko wyszłam z autobusu i zaczęłam iść w stronę szkoły. W każdej chwili mogło się zacząć. Albo już się zaczęło.
Po chwili dogonił mnie chłopak, który wcześniej na mnie wpadł.
- Chodzisz do Batorego? - spytał.
- Tak - odrzekła trochę nieufnie.
- Ja też. Do której klasy?
- Pierwsza c
- Ja też! Fajnie ze będziemy razem chodzili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz