Jestem! I wstawiam wam 2 część opowiadania.
Nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam jeszcze czy to dobrze czy źle.
Kiedy weszliśmy do szkoły rozpoczęcie roku się właśnie zaczęło. Zaczęliśmy się rozglądać za czymś co pomogłoby nam w rozpoznaniu klasy. Jednak NIC takiego nie było.
- Kurde, naprawdę NIKT nie pomyślał by zrobić coś by spóźnieni 1klasiści mogli znaleść swoją klasę?
- Widocznie, nie - odrzekłam siląc się na spokój.
No, ale JAK. Ja się pytam JAK MAMY ZNALEŚĆ TĄ CHOLERNĄ KLASĘ!?
Dobra spokój... Wdech, wydech
- Po apelu pójdziemy, najwyżej, do sekretariatu - stwierdziłam zrezygnowana. Chciałam pokazać się od dobrej strony, a tu będę musiała szukać klasy i się spóźnić. Cholera.
- Ok - powiedział chłopak. Uświadomiłam sobie że nawet nie znam jego imienia. Dziwne.
- Nie przedstawiłam się. Jestem Natalia.
- Wojtek - uśmiechnął się zakłopotany.
Pewnie dlatego że wcześniej się nie przedstawił. Albo z innego powodu. Nie wnikam.
Zaczęłam się jeszcze raz rozglądać. Wszędzie nastolatki, które są znudzone apelem. Normalka.
Dyrektor, poczciwy staruszek, przynudzał mówiąc, jak dobrze że jesteśmy i takie tam.
Po co mam go słuchać?
Nie mogłam się już doczekać końca.
- Następnym razem chyba nie pójdę w 1 dzień szkoły - mruknęłam.
- Ja razem z tobą - powiedział w odpowiedzi Wojtek widocznie usłyszawszy co powiedziałam
A chciałam by nikt tego nie słyszał...
- Wiesz, może odpuśćmy sobie dzisiejszy dzień i idźmy z tąd.
Spojrzałam na niego jak na wariata. W 1 dzień szkoły? Nie chodzi oto że nie lubię chodzić na wagary, ale chcę pokazać się w od dobrej strony. Za jakieś dwa tygodnie chętnie bym się zerwała.
- W 1 dzień szkoły? Prędzej jutro - odparłam wreszcie skrzywiona.
- No weź. Naprawdę chce ci się szukać naszej klasy? Możemy poznać ją jutro.
Spojrzałam niezdecydowana. Miał rację. Ale 1 dzień...
- Dobra - odrzekłam nie wierząc, że to mówię.
- Super! Dzięki. Nie chciałem iść sam - mówiąc to przytulił mnie.
Czy on jest normalny? Przytulać osobę którą dzisiaj widzi się pierwszy raz w życiu za to że idzie z nim na wagary?
Powoli wyswobodziłam się z jego objęć
Osoby które stały blisko, uśmiechały się widząc to.
Stop. Oni mogli wszystko słyszeć. Ups.
- Posłuchaj a jak ktoś powie jakiemuś nauczycielowi że się zerwaliśmy?
- To trudno. Idziemy.
Nauczyciel stojący przy drzwiach zmierzył nas spojrzeniem i zastąpił drogę.
- A wy gdzie? Wracać na miejsca.
- Ale proszę pana mi jest słabo - skłamałam szybko.
Na to nauczyciel odsunął się i pozwolił nam wyjść. Gapił się jednak na nas dopóki nie zniknęliśmy mu z oczu.
- Dzięki - powiedział z wdzięcznością Wojtek.
-Spoko. A gdzie właściwie idziemy?
-...yy... Możemy do mnie. Moich rodziców nie powinno być w domu.
- Ok.
Właściwie co ja zrobiłam? Poszłam na wagary z dzisiaj poznanym chłopakiem. Ale zapóźno zawrócić. Może będzie dobrze.
Na szczęście wyszliśmy ze szkoły więcej razy niezauważeni.
Skierowaliśmy się na przystanek autobusowy.
Nie mógłby mieszkać blisko? Nie lubię autobusów. Ehh...
- Co będziemy u ciebie robili?
- Może... pooglądamy film, porozmawiamy i... niewiem co jeszcze
- Mi odpowiada, a co do reszty później się zobaczy.
- Tylko...
- Co?
- Mam bałagan w domu.
- Trudno. Gdybyśmy do mnie poszli też nie byłoby czysto.
- Już jedzie autobus.
-A,ok
Autobus był prawie pusty. Tylko kilka starszych pań. Wszystkie patrzyły na nas jak na przestępców.
Co jest? Nikt nie chodzi na wagary? Albo do pracy?
- A wy co, do szkoły nie idziecie? Wagary? - spytała jedna podniesionym głosem.
- Nie - skłamał szybko Wojtek - Idziemy, ale zaspaliśmy.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się do staruszki. Ona jednak nie odwzajemniła uśmiechu i do końca drogi nas obserwowała.
To było jakieś chore. Przez całą drogę milczeliśmy. A przez kogo? Przez tą głupią babę.
Cały czas czułam na sobie jej przewiercajacy wzrok.
- Uff - powiedział Wojtek po wyjściu z autobusu - patrzyła na nas jak na... na przestępców.
- Ale już jej nie ma. Choćmy.
- Dobra. W tą stronę - pokazał w prawo.
- Daleko? - spytałam przekrzywiając głowę.
- Oczywiście, kilka minut.
- I to jest daleko?
- To była ironia, kotku.
Podniosłam brwi słysząc to.
- Kotku?
- A tak mi się powiedziało - odrzekł zmieszany - Znaczy po prostu przypominasz mi kota.
- Taaak?
Kiwnął głową nadal zakłopotany.
- Nie nazywaj mnie tak. Mam własne imię.
- Dobrze... Natalia - westchnął.
- Możesz mnie nazywać Nati lub Natka.
- A zgodzisz się na Talia?
- Yym... Dobrze - odrzekłam zdziwiona.
Chwilę szliśmy w milczeniu. Nagle usłyszałam płacz.
Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą dziewczynę. To była Gabi. Dziewczyna z podstawówki.
Tak dawno jej nie widziałam. Ale co ona w ogóle tu robi?
- Gabi..? -spytałam niepewnie. Przecież mogło mi się wydawać. Dziewczyna jednak spojrzała na mnie. Tak to była ona. Gabi. Byłyśmy przyjaciółkami w podstawówce do czwartej klasy, do października, ale potem... jej rodzice zginęli, a nie miała krewnych i zamieszkała w domu dziecka. Więcej już jej nie widziałam. Do teraz.
- Natka? - spytała nie dowierzająco Gabi.
- Tak - szepnęłam i przytuliłam ją mocno. Odwzajemniła uścisk. Poczułam że pomoczyła mi koszulkę. Nadal płakała.
- Spokojnie...cii...już dobrze...
Wpadłam do Ciebie po komentarzu, który u mnie zostawiłaś. Bardzo się cieszę, że przeczytałaś rozdział i bardzo serdecznie zapraszam Cię też na poprzednie;)
OdpowiedzUsuńJeśli mogę Ci coś doradzić, jako starsza koleżanka 'z branży' to postaraj się popracować nad opisami. Napisz czasem jak wygląda bohater, jakie ma włosy, oczy, co go charakteryzuje. Opisz czasem otoczenie, wygląd szkoły, albo pogodę. Napisz jak bohater zareagował na jakieś wydarzenia, to znaczy, że się uśmiechnął, skrzywił, zamyślił. Rozumiesz, co mam na myśli?;)
I nie pisz "1 dzień szkoły", tylko "pierwszy". Nie powinno się używać cyfr. I gdzieś tam było "choćmy" zamiast "chodźmy" od słowa idź.
A jeśli chodzi o treść, to zaczyna się dość spokojnie. Bohaterka wydaje się być miłą osobą, tylko powinna chyba bardziej uważać. Nie zna tego chłopaka, a już idzie z nim do domu.
Życzę Ci dużo weny i twórz, twórz. Trening czyni mistrza. Pozdrawiam!
sila-jest-we-mnie.blogspot.com